sobota, 27 maja 2017

 Ef czyta.

To już nie takie pojedyncze słowa, ale zdania.

Proste jeszcze i trochę to trwa zanim złoży...ale załapała. Dwa tygodnie z podręczników J. Cieszyńskiej. Przerobionych siedem książeczek. Jeszcze jedenaście, ale myślę, że to będzie już łatwizna. Kilkanaście minut dziennie - siadamy i czytamy. Raz chce nam się bardziej, raz mniej ( zazwyczaj mnie chce się mniej ;p).

Na każdym kroku dajemy odczuć ef, jak bardzo jesteśmy z niej dumni.Bo jesteśmy, co tu kryć.

I ona rośnie w oczach, tak samo, jak jej pewność siebie. Widać to gołym okiem.

Ogromnie się cieszę.

Taki sukces nasz wspólny, wychowawczy,  rodzinny.

To był pierwszy  przedszkolny Dzień Mamy i Taty, podczas którego nasze dziecko tańczyło, śpiewało, recytowało, przesyłało nam buźki i uśmiechy i wręczało prezent. Tylko nam :-)

Przeżywaliśmy ogromnie. I wielki, wielgaśny szacun dla pań za zorganizowanie i ogarnięcie całej grupy - to było nie lada wyzwanie utrzymać w miejscu dwadzieścia sześć rozbrykanych dzieciaków. Przez 40 minut.

Ale wyszło cudnie. Pękałam z dumy.

A te kwiaty i serduszkowe czekoladki o świcie to fiu fiuu...

Fajnie jest być mamą. Najfajniej ;-))

 Wstaliśmy wcześniutko i pojechaliśmy na ( TADAAAM!!!) Targi Staroci i Minerałów. Czad, czad po prostu! Ef upolowała dwie kamyczkowe serduszkowe zawieszki ( tych minerałów mogło być tam więcej!!!) i jej się finanse wyczerpały, (jakie zdziwienie było ;p), a ja....ja wreszcie poszperałam w starociach. Czegóż nie widziałam...czegóż nie dotykałam. Takie starocie to jak inny świat. Mogłabym bez końca. Postanowiłam wcześniej, że jak coś upatrzę i coś powali mnie na kolana - to sobie kupię. Żeby nie było jak zawsze, że ujrzę, nie kupię, a potem będę szlochać.

Więc kupiłam....TO. Jakby ktoś pytał - w najbliższym tygodniu poszczę :-)) Nijak nie mogę się zmusić, żeby schować do szafki. Podchodzę co chwilę i się delektuję. Piękność z bawarskiej porcelany. Moja :-)

środa, 24 maja 2017

Tyle właśnie mi zajęło ( z przerwami) poznanie w miasteczku kogoś więcej, niż teściów, pediatrę,  z dwie sprzedawczynie ze spożywczaków, ginekologa i panie z przedszkola! A tu proszę...

Tykam się z nastoma przedszkolnymi mamami. Wołają za mną "cześć" na ulicy, a ja odwrzaskuję. Zatrzymuję się i zamieniam parę słów. Biorę ze sklepu ciuch, przymierzam w domu i oddaję, jak nie pasuje.  W bibliotece spędzam godzinę dłużej. Potrafię nawet wskazać drogę!

Najważniejsze się nie zmienia - ciągle chcę na wieś i do mamy ;P. No, ale.

...

Wybrałam się wczoraj na rajd po sklepach.  Oczywiście klamerek do bielizny nie kupiłam (a były głównym powodem całej wyprawy), za to odwiedziłam moje ulubione ciucho. I co ja nie nakupiłam...:-) Nic dla ef!! Wyszłam z nowiuśkimi ometkowanymi jeszcze, przetartymi dżinsami, których szukam od lutego. Dotychczas przymierzyłam około dwudziestu par, ale w każdych było coś. Planowałam wydać na te spodnie ok. 200 pln...a wydałam 25! Takie zakupy to ja lubię, proszę państwa. I sweterek znalazłam jasnoróżowy. I bluzeczkę. I kupiłam kolejne spodnie, ale to już w normalnym sklepie ;-) I sukienkę! Długą, czarną, bawełnianą. Nową!  za 9,50! Cena rekompensuje nawet ten czarny kolor, w którym ubrań już miałam nie kupować.   Pewnie jakbym dobrała do niej eleganckie dodatki i gdyby pasowało iść w czerni na wesele,  to byłabym najfajniej ubranym gościem ;-) Ale ją wykorzystam do casualowego stroju. I sandałów ;-) I wielkiej torby płóciennej...i może kapelutka, jak jakiś znajdę :-) To tak w modowym temacie ;-)))

...

Piękny dzień dzisiaj, prawda? :-)

Zrobimy naleśniki z fetą i szpinakiem? W pomidorkowym sosiku?

piątek, 19 maja 2017

Dobrze u nas. Słońce nas rozpieszcza i od razu każdy ma lepszy humor.

Ef opalona, pół przedszkolnego dnia dzieciaki spędzają na świeżym powietrzu.  Przynosi piach we włosach, brudne paznokcie, odciski na dłoniach i  pojawia się w innym ubranku ( bo mnie mamo Michałek caluśką oblał kompotem. Ale to niespecjalnie!) I przynosi jeszcze wielkiego banana na buzi. Bo tak fajnie przecież!  Potem rower albo hulajnoga. Pół godzinki czytania ( tak tak, na serio zabrałyśmy się za podczytywanie książeczek pani J. Cieszyńskiej. uważam, że to najlepsze podręczniki do nauki czytania...od mojego dzieciństwa, oczywiście). I wieczór. I kąpiel, kolacja, godzinka zabawy...i już po dwudziestej pierwszej i czas spać, bo rano wszystko zaczyna się od nowa. Taki kierat.

Jesteśmy też po szczepieniu pięciolatków i mogę spokojnie odfajkować kolejną pozycję na liście. tej niekończącej się i ciągle rosnącej...bo zapakować prezent urodzinkowy dla L.  Zrobić kartkę z życzeniami. Kupić czarne getry na uroczystość w przedszkolu ( czemu my mamy po pięć odcieni granatowych, szarych i grafitowych, a o czarnych nie pamiętaliśmy?) i jakieś trampki do śmigania. Niekończąca się historia.

I nauczyłam się czegoś ostatnio, bardzo ważnego. Zirytowana tematem przedszkolnej wycieczki ef - dałam się podejść, sprowokować i nakręcić. Ale ochłonęłam, na szczęście, bo dotarło do mnie, że tu o moje dziecko chodzi. I jeśli ono wraca szczęśliwe z przedszkola, jest radosne, uśmiechnięte i coraz to zaskakuje mnie jakąś nową umiejętnością -  tzn, że panie tam pracujące odwalają kawał dobrej roboty.  To TO powinno być dla mnie najważniejsze, a nie opinia wrzeszczącej i czepiającej się o wszystko jednej mamy, którą się zasugerowałam.  Powinnam być mądrzejsza. A jeśli wybrały panie wycieczkę do kina ( i ten nieszczęsny mcdonald, który chyba jednak nie dojdzie do skutku, uff), do musiały mieć ku temu powód - np. taki, że wszystkie inne propozycje mamusie odrzucały - ogród botaniczny nie, wizyta u zwierzaków nie, trasa turystyczna nie, wytwórnia sera nie, warsztaty pizzowe nie. Bo zawsze coś - za trudno, za daleko, za niebezpiecznie, za śmierdząco.

Wystarczyło mi pójść do pani i zwyczajnie z nią porozmawiać, na sucho, z dystansem.  Zapytać, czy nie można by zrezygnować z tego baru, po prostu. I można? Można!

Nie znam przedszkolnych zwyczajów, ale ja zwyczajnie lubię te nauczycielki. Przyjęły moje chlipiące dziecko z pełnym profesjonalizmem i zmieniły w pewną siebie dziewczynkę, która pędzi w podskokach do placówki. Za to zawsze będę im wdzięczna. A wywlekanie ich prywatnych spraw na forum i straszenie dyrekcją i burmistrzem ( tak tak, o tej wrzaskliwej mamusi mowa, która usiłowała przez jeden wieczór zrobić ze mnie swojego tołdiego) jest po prostu nieeleganckie. I do niczego mi niepotrzebne.

Tak więc ufam intuicji, bo mnie jeszcze nigdy nie zawiodła.

 

 

poniedziałek, 15 maja 2017

Mamy bal urodzinowy, kolejnej koleżanki z  paczki.

Niedługo przetestujemy wszystkie sale zabaw w okolicy ;-)

Rozmawiam z mamą dziewczynki, żeby potwierdzić obecność efik.

- Dziękujemy za zaproszenie, ef oczywiście przyjdzie na przyjęcie urodzinowe L.

Może mogłaby nam pani podszepnąć, co L chciałaby dostać w prezencie?

- Ona tylko się modli, żeby nie lalki. I nie te wszystkie kreatywne rzeczy ani nie puzzle i gry, bo nie za bardzo ją to interesuje.

- Ok, pole poszukiwań nam się zawęża - śmieję się - co jeszcze?

- Ja wiem, co ona chciałaby dostać.

- ??? Ależ proszę powiedzieć, to nie pani marzenia, tylko dziecka.

- Ona tak marzy o hula hop. Ma jedno u babci, ale stare już i pogięte, ciągle się tym połamańcem bawi.

- No to już wiemy. Poszukamy hula hop. Ogromnie mi pani pomogła :-)

Szłyśmy z ef szczerząc się radośnie.  Ef ma na wsi hula hop i nieźle już potrafi kręcić. Bo już WIEMY, że nie laleczki z pucharka lodowego ani nie misie episie, playmobilkowe figurki czy poszukiwania zestawów kreatywnych :-)

A swoją drogą - zachwyciło mnie, że są jeszcze ludzie, którzy nie mają ogromnych wymagań...zabawki nie muszą być firmowe ani najdroższe czy największe. Są jeszcze dzieci, które marzą o zwykłym kółku.

Jutro pobiegnę szukać tych hulahopków, a dziś dokupiłam ogromne pudło podwórkowej kredy. Zrobimy jeszcze kartkę z życzeniami, dołożymy jakiś fajowy drobiażdżek i będzie gites.

Ale mam frajdę z tych imprez urodzinowych :-) Ciekawe, po ilu mi się znudzi. Bo ef się raczej nie znudzi...

...

A dziś zrobiłam nalot na lidla i kupiliśmy efik hulajnogę :-) Taki przyspieszony dzieńdzieckowy prezent. Ale będzie radocha!

 

 

Dowiedziałam się dziś, że przedszkolna wycieczka pięciolatków, na którą czekamy od września - to będzie kino i - uwaga- McDonald's.  No ja pierdziu, nie ogarniam. Kino, ok. Niech będzie kino, chociaż uważam, że tu dookoła jest tyle świetnych miejsc, w które można zabrać dzieci, żeby im coś pokazać, żeby je czegoś nauczyć...kwadrans autobusem! Albo na nogach. Ale nie. Przedszkole promujące zdrowie - organizuje wycieczkę do Maca. Na śmieciowe żarcie. Śmiechu warte. Bo rodzice zadecydowali. Jacy rodzice, pytam... jestem tam codziennie, przynajmniej dwa razy w tygodniu dopytuję nauczycielek, czy jest coś, o czym powinnam wiedzieć i nikt mnie o zdanie nie pytał. Inna mama, która odprowadzała córeczkę - spytała "Ale po co do McD.?" I nic, wzruszenie ramion.

Kiedy to usłyszałam - zabrakło mi języka w gębie.

Ale go już odzyskałam i moje zdanie usłyszą. Jeszcze jak.

I niby KAŻDY rodzic wrzeszczał na spotkaniu organizacyjnym, że jego dziecko takie wrażliwe, uczulone, glutenu nie może, czekolady nie jada, w przedszkolu mało witamin i zróżnicowanych posiłków, koniecznie trzeba leżakować...a tu nagle większość w ramach ATRAKCJI - organizuje wycieczkę na śmieciowe żarcie. Szopka.

I co teraz?

Nie zabronię dziecku wycieczki do kina, bo to byłoby nie fair. Płacę składki, więc niech sobie chociaż bajkę obejrzy. W Macu kupujemy tylko frytki i lody - raz na dwa lata, bo ani my, ani efik nie jadamy ichnich fast foodów. Ef właściwie jest tam zainteresowana tylko placem zabaw i o tych barach nie ma zielonego pojęcia - zna logo i wie, że to nic ciekawego. I to nie chodzi o to, że ona pojedzie i coś tam zje...chodzi mi o światopogląd - że mamusie nakręcają dzieci, że McD to wielkie halo i ósmy cud świata. A dzieci nakręcają dzieci i tak to się toczy.

I tak, mili państwo - przedstawia się ludzka głupota. I bezmyślność.

...

A mnie to nauczyło, żeby na kolejnym spotkaniu organizacyjnym - się wypowiedzieć. Ani grosza nie zapłacę, jak mają urządzać takie śmieszne wycieczki. Minus, ogromny minus!

 

środa, 10 maja 2017

maj zielony. białe kwitną bzy....

tylko gdzie te bzy, pytam. gdzie ten maj zielony? Do przedszkola ubieramy dodatkowe spodnie i rękawiczki. Po raz kolejny wyciągam zimową kurtałę ef; z pięć razy już ją chowałam!

...

a teraz z innej beczki.

Sukienkę kupiłam nr jeden na wesele. Ma taki  mocno lawendowy kolor, dekolt w kształcie V, jest odcinana pod biustem czymś w stylu srebrnofioletowych kamyczków, podobne ozdoby sa na ramionach. Całkiem fajna. i pytanie: JAKIE DODATKI? Mądre książki piszą, że granat, ale jakoś do mnie nie przemawia, podobnie jak czerwień. Srebrny? złoty? nude? Mam jeszcze czas, ale wolałabym przygotować się psychicznie. Radzicie coś??

poniedziałek, 08 maja 2017

Impreza urodzinowa K. była świetna; efik wróciła zachwycona. Przez chwilę żałowałam, że nie zostałam z mamami i nie przeznaczyłam tych paru godzin na zacieśnianie więzi i wypicie wspólnej kawki. Bo to miłe, sympatyczne kobiety i rozmowa toczyła nam się sama. Załapaliśmy się z mężem na kawałek elzowego tortu i mogliśmy pozerkać, jak bawią się dziewczynki. Są naprawdę zgraną grupką - dziesięcioosobowa banda, gdzie każda koleżanka jest Naj i dla każdej trzeba brać cuksa albo robić rysunek. Ogromnie się cieszę, że moje dziecko tak się zaadaptowało i radzi sobie w grupie. Że ma koleżanki, że jest lubiana. Że pomaga słabszym i opiekuje się młodszymi. Fajną mam córeczkę.

A potem do 22.30 ef siedziała przy kuchennym stole i "się uczyła". Serio, rozwiązała pól książki zadań; przez to przedszkole wykonuje ćwiczenia w takim tempie, że nie nadążam czytać poleceń. Owocuje to śmiesznymi sytuacjami, jak na przykład ta, kiedy ef rozmawia przez tel ze starszą o rok kuzynką.

- Mamo, a J. chce się bawić w głoskowanie.

- No to się bawcie. Niech J. poda słowo, a ty głoskuj. A potem na odwrót.

- A jak to się głoskuje?

- No tak, np. mówię kałuża. a ty głoskujesz: K A Ł U Ż A. Łatwizna, prawda?

- Eeee, to ja tak umiem. Sto lat temu mnie tego w przedszkolu uczyli.

No i głoskowały, przy czym pięciolatka robiła to z prędkością kosmiczną. W przeciwieństwie do sześciolatki.

Osobiście nie lubię głoskowania i staram się, żeby ef uczyła się czytać ogarniając wzrokiem cały wyraz, a nie każdą literkę osobno. Ale jak ona sobie tak fajnie sama radzi to fiuuu...miłe zdziwienie. I śmieszne  to takie, bo ef łatwiejsze wyrazy już czyta, więc z głoskowania robi sobie zabawę, a nie naukę.

A wczoraj pojechaliśmy na święto tulipanów do K. Tulipanów już co prawda nie było, ale były oscypki...i KONCERT był. Cudny, wspaniały, magiczny. Zmarzliśmy tak, że wróciwszy do domu - miałam siłę jedynie na kąpiel i sen. Ale było..:-)

I znowu pracę na konkurs robiłyśmy z efikiem. Ilustracja do królewny śnieżki tym razem. Z lustereczkiem i krasnalami pośrodku :-)

piątek, 05 maja 2017

W tym miesiącu wzbogaciłam sie o:

- pędzelek kuchenny

- pimpirimpi  takie do mycia okien. coś jak odkurzacz do ściągania wody. Po umyciu pierwszego okna zastanawiałam się, po co mi to. Po umyciu paru kolejnych - chciałam myć jeszcze ;-)

- drzewko szczęścia. Pierwszy kwiatek doniczkowy. Ciekawe, ile u mnie wytrzyma zanim go wykończę miłością ;p.

 
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 72
O autorze
Tagi
Blogi