poniedziałek, 24 lipca 2017

i drugie-ostatnie. Przeżyliśmy kolejne wesele. Z lepszą muzą i najlepszym weselnym żarełkiem, jakie kiedykolwiek dane mi było jeść na takich imprezach (mąż do dziś cmoka na wspomnienie tej kaczej nóżki, a ef zjadła większość jajek garnirowanych z kawiorem). Znowu nie żałowałam sobie winka, a wódka przy naszym stole standardowo pozostała nietknięta. Za to sprawy organizacyjne pozostawiały wieele do życzenia. Nie wiem, czy na opolszczyźnie jest taki zwyczaj, ale zapanowanie nad ruchliwym pięciolatkiem, trzymanie torebki w jednej, woreczka z prezentem/kwiatów/koperty w drugiej ręce i jednoczesne wymyślenie sposobu na utrzymanie (w zębach chyba) kieliszka z toastowym szampanem od większości gości wymagało niezłej gimnastyki. Serio najpierw jest toast, a potem życzenia? Dla mnie kosmos.

Było trochę takich dziwnych sytuacji.Totalny brak zainteresowania gośćmi ze strony pary młodej. Dla mnie to nowość; w moich stronach po oficjalnej części ( obiad i pierwszy taniec) młodzi chodzą między stolikami, rozmawiają, wznosi się toasty.Z tym samym spotkałam się w rodzinie męża.  I to jest fajne, wg mnie, że każdy czuje się taki...milewidziamy!

Na szczęście my się świetnie bawiliśmy we własnym towarzystwie. Jedynie niesmak pozostał. I ta ignorancja panny młodej, bo skoro my z rodziny pana młodego, to już nie trzeba wstać i się z nami pożegnać.  I trochę przykro i żal, że najbliższa kuzynka totalnie nas olała, a ja myślałam, że jak się spotkamy po latach to porozmawiamy, pobędziemy ze sobą...się okazało, że milsza nam była zupełnie obca osoba. Cóż.

Najlepiej bawiła się ef i coś czuję, że jej zdjęć będzie najwięcej. Królowała na parkiecie i o ile tydzień temu głównie siedziała z innymi dzieciakami w sali zabaw, o tyle teraz przetańczyła każdy taniec. Taka gwiazdeczka  złota, cekinkowa, na widok której uśmiech pojawiał się na dosłownie każdej twarzy:-).
Przespaliśmy się trochę, tu na uwagę zasługuje ten prysznic mojej córki o drugiej nad ranem i ten zachwyt, że fajniejszy od wanny) zjedliśmy pyszne śniadanko i rezygnując z poprawin - pojechaliśmy zwiedzać.

Podsumowując...dobrze, że już po.

środa, 19 lipca 2017

dziś właśnie zauważyłam, ile płacę za masło.

Rzadko sprawdzam ceny na spożywczych rzeczach, bo jak potrzebuję, to  po prostu wkładam do koszyka. Ale dziś mnie ścięło....tyle za smarowidło?? a gdzie reszta??  wędlina, ser, pomidory? cokolwiek, z czego możnaby sklecić kanapkę jakąś zjadliwą? Zakładając, że zjadamy w tygodniu dwa, trzy masła - miesięczna kwota za samo MASŁO zaczyna mi się wydawać horrendalna.

aaa, i za jabłka zapłaciłam 6 zł/kg.

coś jest na rzeczy, a ja taka niekumata, czy jak?

poniedziałek, 17 lipca 2017

na dzisiaj ef umówiła się z koleżanką z przedszkola, na zabawy.

Koleżankę mama przywiozła ok. jedenastej na dwie, trzy godzinki. Po pięciu prawie godzinach, kiedy już zjadły praktycznie wszystko, co było do zjedzenia włącznie z obiadem i dodatkowymi ziemniakami - napomknęłam, czyby nie zadzwonić po mamę.

Ale gdzie tam - łzy i prośby, więc kolejna godzina...i kolejna...i kolejna. A potem jeszcze plac zabaw. I rozstały się wieczorem w miarę spokojnie tylko dlatego, że przekupiłyśmy je obietnicą, że tym razem  to ef odwiedzi koleżankę.

Fajnie się razem bawiły, zupełnie inaczej, niż bawi się ef ze swoją starszą o rok kuzynką, kiedy głownie drżę ze strachu o ściany...i dzieci. Czyli jednak można.

Co sprawiło, że szczena opadła mi do podłogi?

taka scenka.

Ef częstuje K cukieraskiem.

- Ale ja nie mogę.

wkraczam do akcji.

- Możesz, K. To zwykły malutki cukiereczek, poczęstuj się.

- Ale ja się umówiłam z moją mamą, że będę jadła słodycze tylko w sobotę.

- Aaa, rozumiem. No to może owocki sobie jakieś zjecie albo żurawinki?

- Tak.

Ef nieproszona solidarnie odłożyła swoje słodkości.

Czyli można??? MOŻNA!

wesele, znaczy. jeszcze jedno w najbliższą sobotę...uf.

Ale było pięknie. To impreza polsko-francuska. Głównie, bo jeszcze chińska i szwedzka i angielska i pewnie jakaś jeszcze. W przepięknej restauracji na zboczu gór; już same widoki zapierały dech. Moje ulubione.

sala na jedzonko. sala na tańce. sala dla dzieciaków ze zjeżdżalnią, matami, domkiem i całym mnóstwem zabawek.

Nikt nie miał takiego parcia na stroje, jak Polacy. Cała reszta świata ubrana była ...zwyczajnie, na luzie, co mi się bardzo podobało.

Urzekły mnie detale.

baloniki helowe przy każdym dziecięcym krzesełku.

kolorowanki kredki przy dziecięcych nakryciach.

paczuszki z francuskimi ciasteczkami na pożegnanie

torebeczka z napisem "siej miłość", a w niej ( odkryliśmy to w domu dopiero i to był szał) - nasionka niewiadomo czego, co KONIECZNIE musimy posadzić, zadecydowała ef.

kwiaty w butelkach na stołach. sadzone odpowiednio wcześnie, żeby zakwitły akurat na TEN dzień.

własnoręcznie uszyta przez pannę młodą suknia ślubna ( która mi się niezbyt podobała, ale to przecież nie chodzi o mnie, prawda?) Ośmieliłam się bąknąć swoje zdanie (zapytana) i przepadłam u teściowej na amen, co świetnie mi dala odczuć na weselu i poprawinach swoim jawnym milczeniem i ignorowaniem. Świetnie jej to wychodzi, zwłaszcza gdy mąż mój nie widzi, ale bywa. Taka dla mnie kara, ot. Przy mężu jeszcze coś tam bąknie , a gdy on znika z horyzontu - manifestacyjnie odwraca się ode mnie. Świetny klimat, po prostu.  Już to raz przeżyłam, przeżyję i drugi. Tylko teraz mądrzejsza jestem, o tamten raz.

bukiet ślubny z polnych (głównie) kwiatów.

Poprawinowy giga grill na świeżym powietrzu, też dopracowany w najdrobniejszych szczegółach. I ta łąka obok i wielkie poszukiwania srebra przez dzieciaki. ( nawet nie napiszę, jak wyglądała po tych poszukiwaniach moja córka).

Pominąwszy zbyt głośną i niefajną muzykę - wesele było wspaniałe, a obsługa przemiła. Najlepsze, na jakim byłam, oprócz własnego, oczywiście.

 

 

 

poniedziałek, 10 lipca 2017

że się wyśpię, bo nie muszę codziennie wstawać i szykować ef do przedszkola i biec do tego przedszkola z ociągającym się pięciolatkiem w strugach deszczu, śniegu lub w palącym słońcu. Czy urywającym łeb wietrze.

Odpocznę sobie, myślałam z utęsknieniem. wyśpię się. Byle do czerwca.

I co?

Godzina czwarta rano. CZWARTA. Ef przybiega - ubrana, uczesana, z kokardą we włosach pod kolor sukienki.

- Mamo! A ja się już wyspałam.

I co ty na to  droga mamo?

Bo ja zareagowałam bardzo pedagogicznie.

- ef. Ja śpię do ósmej. Do ÓSMEJ. Rób, co chcesz, ale ani się waż mnie budzić.

- Dobrze, mamo. Wyciągnę sobie lego.

...

po czterech godzinach, jak z zegarkiem w ręku

 - Ósma już???? Bo mi burczy w brzuszku okropnie....

 

niedziela, 09 lipca 2017

kto widział iść w góry bez lakieru do paznokci, no kto :-))

albo kto widział, żeby zwiedzać Polanicę i nie zanurzyć stóp w siarczyście zimnej, górskiej rzece?

czy nie powspinać się na pierwszej lepszej wspinaczkowej ściance??

Już nie udokumentuję tego ożłopania się śmierdzącymi wodami w pijalni, bo mi wstyd :-)))

Ale co wypiłyśmy, to nasze. Chociaż te wszystkie śmieszne opłaty to mogliby sobie podarować, naprawdę. Bardzo to nieeleganckie.

także ten.

coś kupiłam.

tylko zapomniałam co.

31.  Lisa Hagensen A jej oczy były niebieskie. taka strachowa trochę, ale uważam, ze warto.

32. Amelia Noguera Malarka gwiazd.  Świetna powieść, naprawdę. Kto nie czytał, niech szybko nadrabia.

33. H. Coben Tylko jedno spojrzenie . Takie cobenowskie, jak kto lubi. Ja czasem lubię :-)

34. H. Coben Zostań przy mnie.

35. Jodi Picoult Już czas.  Zauważyłam, że średnio raz na dwa lata sięgam po książkę tej autorki. Mam wrażenie, że odgadłabym jej styl z zamkniętymi oczami już. Dobra jest.

36. A. L. Correa Niemka.  Jedna z tych książek, od których nie sposób się oderwać.

37. Helen Bryan Oblubienice wojny. Jak wyżej, niesamowita.

38. Lisa Vingate Strażniczka opowieści.  Kolejna perełka, od której nie mogłam się oderwać. czytana już w lipcu, na przeróżnych placach zabaw, ale co tam. Warto było :-)

piątek, 07 lipca 2017

Nasz tydzień ostatni?

Śpimy do 8.30. Śniadanie, ablucje, ubieranki. Ef zabiera się do "papierkowej"roboty, czyli pisze, rysuje, wycina, koloruje. Dzieła sztuki produkowane są kilogramami. Ja w tym czasie plotkuję z mamą. Potem plac zabaw. Godzina...dwie...nierzadko trzy, bo jak zaczynamy wracać - pojawia się na horyzoncie ktoś znajomy, więc...wiadomo. Wakacje są ;-). Każdy zadowolony, bo ef szaleje, a ja sobie czytam dziękując za ten czas, kiedy nie muszę już biegać za dzieciem po placu i czynnie uczestniczyć w tych wszystkich wygibankach.

Potem naprędce klecony obiad i wraca mąż. Ploteczki przy kawie,  efikowy rower/hulajnoga czy co tam jeszcze. Regał, co leży w pokoju poskładany w deseczki i tylko kołeczków łączeniowych w nim przybywa. A potem już wieczorne kąpiele i kolacje i czytanie i cała masa przytulasów. I zasypianie o trzy godziny późniejsze.

Hiciorem jest prażony słonecznik i (uwaga) kanapki z mascarpone i miodem! Moje nowe odkrycie, tak w ramach odchudzania (ekhm).

Niewiadomo kiedy ten czas mija.

Ale wyzdrowiałam w końcu. Co za ulga :-)))

środa, 28 czerwca 2017

Ugięłam się i poszłam do lekarza.

Krtań, zatoki, gardło. Antybiotyk, ciągła zimnica i ten ból głowy, który nie pozwala leżeć. I ta słabość, która nie pozwala siedzieć. I ten kaszel rozrywający wnętrzności.  Może i przeżyję, ale jakim kosztem. Odchudzam się przynajmniej, bo po pobieżnych podliczeniach się okazuje, że od dziesięciu dni nie przekraczam 500 kcal dziennie. Nieświadomie. Toż to głodówka prawie. Albo jedna czekolada ;p. Ale kto ma ochotę na jedzenie, gdy gardło pali żywym ogniem...

Wakacje przywitałam pompastycznie, nie ma co.

Spięłam się też z mamami przedszkolnymi jakiś czas temu, gdyż na pytanie jednej "czy kupujemy coś paniom na dowidzenia" - inna odpowiedziała w stylu "nie ma co ich rozpieszczać"...no i mi się ulało. Nie, nie jestem zwolenniczką kupowania paniom złotej biżuterii, mebli do salonu czy perfum. Ale wyraziłam się jasno, że moje dziecko w ostatni dzień przedszkola z pustymi rękami nie pójdzie, bo będzie mi zwyczajnie wstyd. Uważam, że panie na drobny gest wdzięczności zasługują, bo odwaliły kawał dobrej roboty i mojemu dziecku żadna się tam krzywda nie działa. Mamy oczywiście zmieniły front i w ostatni piątek panie jednak dostały od grupy storczyki, piękne podobno.

Czasem się wstydzę za dorosłe, obce osoby. Nie powinnam, ale jest mi wstyd, że moje dziecko musi przebywać z dziećmi takich pospolitych....buców!

Zastanawiam się po cichu, czy to dzięki mnie ef po raz pierwszy nie została zaproszona na urodziny do koleżanki, czy może ja nadwrażliwa jestem, bo dziewczynki ostatnio niezbyt się lubią i ef już zapowiadała, że nie chce pójść.

Jutro ostatni dzień przedszkola efik, a ponieważ od wrześnie zmienia grupę- mamy dla pań kwiatuszki, specjalnie od niej.

 
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 74
O autorze
Tagi
Blogi