sobota, 27 sierpnia 2016

Z powrotem na własnych śmieciach. Ogarnianie nas trwało kilka dni, a w międzyczasie robiliśmy sobie wycieczki.

Do Minieurolandu na przykład. Zachwyt ogromny i każdy znalazł coś innego. Ef to alejki, mostki, fontanny i superowy plac zabaw, mąż makiety budynków, szczegóły, szczególiki rozkminiał, prawie całe miasto w miniaturce, ja aż podskakiwałam spacerując po maleńkim, ziołowym ogródku podskubując coraz to cudniej pachnące listki. Wszystkich nas zachwyciły ogrody - zaprojektowane z pomysłem i prawdziwym znawstwem tematu. I ciągle w rozbudowie. Zniesmaczyła tablica Brexit-owa obok przewróconego niedawno podczas wichury miniaturowego Big Bena, no ale..nawiązania do polityki widocznie muszą być. Choć milej byłoby bez.

Spędziliśmy tam całe popołudnie objadając się lodami i spacerując.

Naczytałam się negatywnych opinii - że drogo, że mało, że nic ciekawego...śmiem twierdzić, że dla łapiących pokemony i grzejących dupska na huśtawkowych fotelach to naprawdę nic ciekawego: ot, małe budyneczki w zielonej trawce i parę kolorowych kwiatków. Takie se.

Ale ja polecam, choćby dla tej zieleni, tego Uniwersytetu Wrocławskiego i Zamku Książ. Tych detali, które ktoś musiał własnymi rękami w miniaturkę zmienić. Zachwycam się i chylę czoła. I czekam, kiedy powstanie Katedra w Berlinie, bo już się robi powolutku. Makieta, znaczy :-)

niedziela, 21 sierpnia 2016

I po dniu, w którym

- wstałam bladym świtem, bo dzień wcześniej mąż pomalował pokój dziadkom i całe sprzątanie i ogarnianie było na mojej głowie

- zmiażdżyłam i na dobre pogrzebałam swoje marzenie o  jednodniowym,. spontanicznym wypadzie w góry

- ogarnęłam ef, czyli śniadanie, mycie, czesanie, higiena uszu

- zrobiłam trzy prania

- tyleż samo prasowań

- umyłam okna, wyprasowałam firany i wysprzątałam ten nieszczęsny pokój od sufitu po próg

- ugotowałam obiad

- z pięć razy siedziałam z ef na kocu, żeby ją zabawić jakoś

- malowałam farbkami

- przeprowadziłam w biegu pierdyliard rozmów

- odkurzyłam, umyłam, sprzątnęłam dom

I KIEDY dziś nie dam rady się ruszyć, a przecież zrobiłam śniadanie i ogarnęłam ef, jak zwykle czynię - usłyszałam z ust własnego dziecka...

- A wiesz...ty to nic nie robisz, tylko czytasz książkę.

Mam ochotę się pociąć, serio. Zaczynam rozumieć tę wewnętrzną potrzebę sprawienia sobie bólu. Niech boli wszystko inne, byle nie bolało TO.

Taki dupiasty czas, który powinnam była przewidzieć, bo przecież moje życie w ciągłej sinusoidzie. Powinnam się była NAUCZYĆ.

Strasznie się zawiodłam i już nie chcę.


piątek, 12 sierpnia 2016

Gonię ef do sprzątania swoich zabawek;

oczywiście, wywiązuje się pyskówka. Podkreślam, że dzieć ma cztery lata. Cztery i pół.

- Ef, idźże posprzątaj te rzeczy swoje. I byłoby miło, gdybyś tę szczoteczkę schowała i zakręciła tubkę z pastą.

- Zaraz.

-Nie zaraz. Pięć razy ci już o tym mówiłam. Wstań i zrób, o co proszę.

- Ale nie musisz mnie traktować jak jakąś służącą!

( zbieram szczenę z podłogi i czuję, że ciśnienie gwałtownie mi wzrasta)

- Służącą? Moją służącą byłabyś wtedy, młoda damo, gdybym tu sobie leżała i gdybyś ty musiała myć moje okna, prasować moje ubrania i sprzątać moje rzeczy. Ja ciebie proszę tylko o to, byś dbała o swoje zabawki i swoje przybory toaletowe. Myślisz, że to zbyt wiele?

- No to wiesz...ja już pójdę to poogarniać wszystko.

- Dziękuję.

- Proszę.

....

Piszę na laptie i gwałtownie potrzebuję chwili ciszy. Dwóch minut, ale gdzie tam. Panna nadaje z prędkością karabinu maszynowego..mamo, a widzisz, a możesz, a kochasz, a wiesz, a zauważyłaś, a ja sobie wymyśliłam teraz...

przerywam.

- Ef, kocie, czy ty mogłabyś z łaski swojej iść do innego pokoju albo do dziadków zejść i pobawić się chwilkę sama? Ja tu muszę koniecznie coś napisać. Daj mi dwie minutki ciszy.

- Że niby mam przestać gadać, tak? Chcesz pracować W CISZY?  TWOJE DZIECKO ci przeszkadza w życiu? No wiesz, mamo...ale dobra. pójdę sobie. wrócę za dwie minuty, do widzenia. zawołaj, jak zatęsknisz za swoim skarbem.

....

Dziadek.

Dziadek namiętnie chodzi do lasu na grzyby, w czym ef dzielnie mu kibicuje. Poszedł więc po raz kolejny, a w tym czasie ef ogląda z babcią tv. Maluje coś tam sobie i nagle słyszymy...

- No i po co ten dziadziuś chodzi do tego lasu? W reklamie słyszałam, że ludzie mają grzyby między palcami...

...

i dydaktycznie.

- babciu...jak wygląda diabeł?

- Daj mi święty spokój, do mamy idź, niech ci wytłumaczy

:-)))

wtorek, 09 sierpnia 2016

masz syna, dorosłego dopiero co

syna - życiowego nieudacznika, degenerata

syna bez ambicji, planów,  namiastki życiowej dojrzałości

syna fleję nieziemską

syna, którego mordujesz dzień po dniu tą swoją rzekomo matczyną miłością

który szkoły, pracy - nie, bo po co

któremu piwko, papieroski, dziewczynę do domku z noclegiem najlepiej i transportem

obiad zawsze ciepły, zawsze konkretny

choć w sercu wątpliwości - to jednak głowa decyduje - to moje dziecko przecież.

I trwa, choć wie, że źle robi. Waha się, łamie...brnie w to dalej, głębiej, czarniej. Litościwa, matczyna głowo, nie tędy droga.

Matko, proszę.

Nie oczekuj od dwudziestolatki, że ocali twoje dziecko,

nie łudź się, że to prawie dziecko posiada czarodziejską różdżkę

Nie złość się na nią, nie czuj żalu

To nawet nie jej wina.

Dziw się, matko...i jeśli kochasz - każ jej uciekać

gdzie pieprz rośnie, najlepiej.

 

....

a swoją drogą. Jak to możliwe, że ludzie potrafią się tak dobrać w pary. Że tak ciągnie swój na swojego? Że tak się wspólnie pogrążają?

 

poniedziałek, 08 sierpnia 2016

Wpadam czasem do łazienki, żeby skontrolować myjącą zęby ef. Bo rożnie z tym bywa...myjemy systematycznie, ale czy MYJEMY je naprawdę? Tu już można polemizować; czasem dzieć szoruje bity kwadrans aż wióry lecą, a czasem akcja pięć sekund trwa. A że tych pieciosekundowych sesji dziwnie więcej ostatnio - robię naloty.

Więc wchodzę

i:

- MAMOOO...nie traktuj mnie jak małego dzidziaka, z łaski swojej. Ja tu ZĘBY MYJĘ.

No to sobie poszłam.

sobota, 06 sierpnia 2016

24. G.D.Roberts "Shantaram". Jedna z najlepszych powieści, z jakimi przyszło mi się zetknąć. Polecam, jak najbardziej.

25. E. Strout "Okruchy codzienności". Ziuta jak nic, podkradła tytuł z mojego bloga :-)To zbiór kilkunastu opowiadań, okruchów z życia mieszkańców pewnego amerykańskiego miasteczka. Książka z tych, których nie da się przeczytać jednym tchem. Trzeba smakować.

26. A. Bukriejew "Wspinaczka". Relacja z jednej z wypraw na Mount Everest, pochłonęła mnie całkowicie. Pod koniec czytałam oglądając jednocześnie film - z czteroletnią dziewczynką na kolanach, która o Górze gór wie już więcej, niż niejeden dorosły. I która  od tamtej pory z pięć razy się już pakowała na wielką, górską wyprawę.

27. M. Helprin "Zimowa opowieść". "Przeczytałam i zgłupiałam" - tak rozpoczyna swój komentarz do książki D. Wellman, za którą, nota bene, nie przepadam, ale której dobre serce szanuję i doceniam. Faktycznie, ni to romans, ni sensacja, ni fantasy...tego typu lektury jakoś nie trafiają do mnie.

28. M. Lunde "Historia pszczół". Tak tak tak! Lektura obowiązkowa.

29. E. Ferrante "Historia ucieczki". Kolejna, trzecia część cyklu rozpoczętego przez "Genialną przyjaciółkę". Gorsza, wg mnie; czytałam z ciekawości, ale... coraz mniej lubię główną bohaterkę. Więc szału nie było.

30. T. Conklin "Służąca". Splecione losy dwóch kobiet - murzyńskiej niewolnicy sprzed stu pięćdziesięciu lat i współczesnej prawniczki. Mdła, bezpłciowa i za nic nie mogę dojść jak te ich losy się splotły. Bardzo nieudolna kompozycja, niestety. Banalna.

31. E.E. Schmitt "Przypadek Adolfa H". Hm... Podwójny portret Adolfa Hitlera fascynuje w obydwu odsłonach. Bo nie oszukujmy się - każdy z nas ma dobrą i złą stronę mocy...Tak, uważam, że warto po nią sięgnąć. Po książkę, znaczy ;-)

...

A teraz sobie pochoruję trochę. Wiedziałam, po prostu wiedziałam, że jak wrócę do domu, to się rozłożę. Ciekawe, co na to  dr Freud...

czwartek, 04 sierpnia 2016

Prasuję, ef obok w pokoju, bawi się w swoim tekturowym domku.

- Mamo...mamo, tu jest robak.

- Jaki robak?

- Duży i czarny i chyba zdechły.

Idę, sprawdzam. Faktycznie, leży w kącie jakiś taki zeszłoroczny. Paskudztwo, nawet jak się nie rusza.

- Czekaj, ef, pójdę po dziadka. Albo po odkurzacz, bo ja go nie dotknę.

- No coś ty! - ekscytuje się rozradowane dziecko - nie martw się, ja to załatwię.

Po czym przynosi sobie kartkę, wsuwa robala, jednym płynnym ruchem wrzuca go do toalety i..

- Widzisz, i po sprawie.

Po czym jakby nigdy nic - kontynuuje zabawę. Zostawiając mnie z otwartą buzią i brakiem słów...

środa, 03 sierpnia 2016

Dziś spontanu dzień drugi.

Czy muszę wspominać, że te uszy przekłute nie dały mi spać w nocy?

Dzieć spał jak suseł, a ja się stresowałam, czy aby wszystko dobrze, nie puchnie/boli/sączy się coś/ czuje dyskomfort/ma zamiar się obudzić i jojczeć czy milionpięćsetstodziewięćset innych potencjalnych łącznie z tym, że może niepotrzebnie jej uległam...

Dziwne te matki jakieś bywają.

Rano, kiedy okazało się, że zmian usznych nie widać i ef sprężynuje jak zwykle nie wspomniawszy nawet o wczorajszej (mojej głównie) traumie - zapakowałam portfel, telefon, bułki i picie i znowu pojechałyśmy autobusem, tym razem na plac zabaw,  oferujący kule wodne ( i watę cukrową!!!) i całe mnóstwo fajności, których nie miałyśmy jeszcze okazji doświadczyć. Frajda niesamowita, dla mnie trochę mniejsza, bo i woda i park linowy i jakieś klatki z przeszkodami i samochodziki i tyrolki i labirynt i ciągle się bałam, że ta moja ef mi gdzieś wlezie. Tak przez trzy godziny. Oddychałam z ulgą tylko wtedy, gdy siedziała w kuli na środku jeziorka. A że się spodobało - właziła do niej co chwilę.

Córka miała dość, jak nigdy. Ledwie zziajany dziadek przywiózł nas do domu - padła jak muszka, zachlipana, bo ona by jeszcze chciała, tylko te nóżki i te rączki takie umordowane nieWIADOMO dlaczego.

 

 

wtorek, 02 sierpnia 2016

Dziś wiekopomny dzień.

Przekłułyśmy Ef uszy. Serio serio.

Dziś.

Jeszcze się trzęsę.

Ef prosiła od dawna o kolczyki, a ja zwlekałam, zwlekałam...głównie ze względu na siebie zwlekałam, na swoje przekonania i swój strach przed sprawianiem bólu własnemu dziecku. Całkiem niepotrzebnego bólu, przyznajmy, bo takie dzieci cudne są i bez kolczyków. Więc po cholerę.

Obejrzałyśmy jutubowe filmiki, płaczące dzieci, każdy etap kłucia dogłębnie przeanalizowałyśmy.

- ja wiem, że to boli, ale ja i tak chcę mieć kolczyki, mamo - słyszałam ciągle.

- W porządku zatem. Dzwonię i umawiam cię. Jak usiądziesz na fotelu i się rozmyślisz - wrócimy do domu. Ale jak rozmyślisz się, kiedy będziesz miała jedno ucho przekłute - nie ma zmiłuj, kłujemy drugie, zrozumiałaś? Dwóch wizyt nie przeżyję.

- tak, ja sobie wszystko przemyślałam.

I dziś pojechałyśmy wiejskim autobusem. Bez klimy, z tłumem ludzisków na targ...ef miała radochę, ja mniejszą, ale obiecałam. Poczekałyśmy trochę na naszą kolej, ef spotkała inne małe dziewczynki do przekłucia, do zmiany, do obczajenia sytuacji. Wybrała sobie kolczyki, wdrapała się na fotel, przeżyła dezynfekcję, zaznaczanie kropek, oględziny i działanie pistoletu i włala...jedno ucho poszło. Zanim zdążyłam zobaczyć jej rozszerzone strachem oczka - poszło drugie uszko i po sprawie. Odważna była, bardzo.

Nie będę kadzić, że  obyło się bez płaczu, bo z minutę szlochała. Ale mam wrażenie, że ten szloch nie tyle z bólu był, ile z emocji i ulgi, że to po wszystkim już. Sama miałam ochotę się rozryczeć, ale trzeba było płacić i odgrywać rolę dorosłego, bez względu na trzęsące się kolana. Poszłyśmy potem na lody, jednak za cholerę nie pamiętam ich smaku.

Teraz chodzi i domaga się komplementów. Jaka to ona DZIELNA jest! Włazi na drzewa i wydziera się na pół wsi, więc chyba te uszy nie dokuczają jej zbytnio.

A ja? Zaopatrzyłam się w octenisept i przez najbliższe dwa miesiące doszły mi uszy do opieki.

hura.

 

 

 

środa, 27 lipca 2016

Odwiedziliśmy dziś Sandecję, tak na spontan. Ileż ja nie nakupiłam...warunek był taki, żeby ubrania nie były czarne. Fakt, jeśli zajrzy się do mojej szafy - rządzi czerń. Mam po kilka par spodni - czarnych. T-shirty - czarne. Jedną spódnicę, którą toleruję - czarną. Smutne to takie, bo kolorów tyle przecież...

dla siebie - 3 sukienki ( dwie casualowe,haemowskie, takie workowate z kieszeniami. cudność! Się nie mogłam zdecydować - szara czy ciemnozielona, więc wrzuciłam obydwie). Tak, owszem, chodzę w sukienkach.

- 2 t-shirty

- 1 elegancka, koronkowa szaro-czarna bluzeczka

- 1 koszula, taka na guziki, granatowa w małe kwiatki i z kapturem.

- kurtka ocieplana, floralkowa taka ( za 44,90 :P)

- sweter cieniusi, zwiewny taki...

i cuda inne.

Mam się w co ubrać, stwierdzam niniejszym. Butów jeszcze mi potrzeba i dżinsów.

Dla efik połowę h&M-u. Trzy bluzeczki, spodnie, bluzę polarkową, milion par frołzenowych skarpetek. Kocham tę firmę, jeśli chodzi o kolekcje dziecięce, pisałam z milion razy. Dominuje róż, ale to taki miły dla oka odcień...no i nie ja wybierałam, więc pozostawiłam niedzieciatemu przyjacielowi  tę świetną zabawę. Komicznie wyglądało, kiedy chodził po sklepie i zdejmował z wieszaków wszystko w rozmiarze ef, a ja szłam za nim i odwieszałam. Skarpetom nie robiłam zdjęcia, bo już są poroznoszone po wszystkich zakamarkach. Zresztą, skarpetki jakie są - każdy wie.

Zjadłam obiad, podjadłam gofra, wypiłam kawkę...

pobyłam z przyjacielem, tak drogim sercu. Odpoczęliśmy oboje.

no żyć, nie umierać :-)

 
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 62
O autorze
Tagi
Blogi