czwartek, 23 lutego 2017

Mój życiowy rekord to 4 pączki.

Mam odruch wymiotny na ich widok i przez najbliższy rok nie tykam. Nic nie jadłam, tylko te pączki, na śniadanie, obiad i teraz...w sumie to jak dieta 1200 kcal, nie? :-) Błeee...ja nawet nie lubię pączków!!!

Teraz się przyznawajcie, kto ile. Tylko szczerze.

środa, 22 lutego 2017

To był wyjątkowy dzień...no taki wyjątkowy, że nawet nie pisnęłam, że coraz starsza jestem, że latka lecą, że kolejne 18ście...albo i więcej. Brr.

Najfajniejsze moje urodziny od...ach. Od wielu, wielu lat! Chyba od studenckich czasów, kiedy dostałam od A. bukiet z 24 róż. Nawet się na niego nie obraziłam, że nie zadzwonił wczoraj; cwaniak myśli zapewne, że jak kupił mi tę maszynę do szycia, to teraz może sobie bimbać i nie pamiętać. Ale i tak go uwielbiam i nie mogę się doczekać, kiedy zajrzy do kalendarza i załapie, że PRZEGAPIŁ, pierwszy raz.

Było cudnie.

Efik od samego rana rysowała dla mnie i śpiewała "heppi berzgajtuju". Razem robiłyśmy ciasto, bo dzień wcześniej:

Ja: Jutro obsypiecie mnie prezentami, a ja sobie będę królować.

Mąż: Jak to? A my? Ty dostaniesz prezent, a gdzie my dostaniemy ciasto?

Ja: Ciasto będzie w niedzielę, jak przyjdą goście.

Mąż: Buuu...no co to za dzień urodzin bez ciasta w prezencie dla nas?

No to zrobiłyśmy, eksperymentalnie. Wyszło kwaskowate, orzeźwiające, mało słodkie. Jak ktoś lubi takie smaki, to spokojnie można robić. Ef oczywiście pozjadała jedynie biszkopt - to jedyne znane mi dziecko, które nie lubi galaretki. phi!

Potem jeszcze galop na pocztę, bo wcześniejszy telefon od kuzyna najmilszego i "masz natychmiast iść na jakąkolwiek pocztę i podać magiczny numerek, który ci przesłałem. Tam ci dadzą prezent. A jak nie odbierzesz, to po dwóch tygodniach wróci do nadawcy. - zapomnij, już lecę, nieładnie nie przyjąć prezentu" :-)).

Potem obiad i mąż z pracy i SIĘ ZACZĘŁO.

Życzenia, śmiechychichy, laurka cudna, PEPSI (uwielbiam dostawać wielgachną butlę pepsi w prezencie, spokojnie może być zamiast alkoholu :p). I w pięknym opakowaniu, w białym pudełeczku...PANDORA!! Z serduszkowym zapięciem, klasyczna, dokładnie TAKA jak chciałam, jaką sobie wymarzyłam, od lat. Oczywiście emocje wzięły górę i rozchlipałam się na całego. Ze szczęścia tak. Ależ ten mój mąż miły...najmilszy!

( oczywiście dziś z ef od rana oglądamy charmsy :-)).

A wieczorem mieli z ef dla mnie jeszcze jedną niespodziankę i zrobili kolację. Głównie mąż robił, bo ef nagle doszła do wniosku, że ona się jednak woli pobawić przed kąpielą. Przepyszne zapiekane buły z jajecznicą w środku, (jajecznica wg przepisu tego gbura z piekielnej kuchni jest mega!) szczypiorkiem, boczniakami, pomidorkami, serem i kto tam wie, czym jeszcze. Zdjęcie ku pamięci marnej jakości, bo wieczór i telefon...ale przecież tak naprawdę to serce pstrykało zdjęcia. I była - kolacja WE TROJE ( gwoli wyjaśnienia, w kielonku ef jest sok wiśniowy, bez strachu :p)

Podsumowując - było wyjątkowo.

 

poniedziałek, 20 lutego 2017

Taka pufa sako dla ef, zwłaszcza z podnóżkiem to był zdecydowanie strzał w dziesiątkę! Mięciutko dopasowuje się do ciała i można siedzieć i siedzieć.

Nie wiem doprawdy gdzie na tych swoich metrach kwadratowych zmieszczę taką dla siebie, ale chcę ogromnie!! Na razie korzystam z efikowej, pod warunkiem, że ją łaskawie zwolni na kwadrans.

Najfajniejsze są te chwile, kiedy ona sobie śpi, a pufka cała moja. Razem z podnóżkiem! I nawet za mała - jest idealna :-)

czwartek, 16 lutego 2017

 Walentynki minęły na wykonywaniu i obieraniu telefonów i całym mnóstwie dobrych życzeń.  Dzień wcześniej gapiliśmy się z mężem w tv i ktoś tam jadł pączki. Osobiście nie lubię, ale...

- zjadłabym pączka...

- hmm...

No i były - wielagchne pączaki na walentynki. Czekoladki dla mnie, czekoladki dla efika... takieśmy kochane!  A ponieważ Ef ma ferie, ja wracam powoli ( baaradzo powoooli) do świata żywych, mężowi wczoraj zarządziłam dzień wagarów i pojechaliśmy sobie do kina na Ostatniego smoka świata. Obkupiliśmy się w popcorn (czego nigdy nie robię, bo takie kinowe półtoragodzinne jedzenie mnie irytuje, no, ale ef...). Bajuszka przyjemna, aczkolwiek szału nie ma - zasugerowałam się tytułem i oczekiwałam zupełnie czegoś innego. Dziecko za to przeszczęśliwe, więc uznaję wyprawę in plus. Tym bardziej, że potem zyskałam cudne półtorej godziny na SAMOTNE pospacerowanie po sklepach i wyszłam z fajową bluzeczką. (uwaga, jasnobeżową, NIE CZARNĄ). Wyszłabym też ze spodniami, gdybym tylko RACZYŁA przymierzyć. A potem restauracja z klimatem jak za Gierka, ale porcjami takimi, że och ach. Pierwszy raz w życiu spotkałam się z czymś takim w restau: Płacisz niewiele, a dostajesz gigantyczny talerz wypełniony jedzeniem. PRZEPYSZNYM w dodatku! Byliśmy objedzeni do kolacji z tym, że ja nawet kolacji nie wcisnęłam. To się nazywa ZAPAS! I gdyby ten wystój był przyjemniejszy...no, ale. I tak tam wrócimy, dla tych frytek, surówek, flaków i pierogów!

A w domu czekała paka od  mojej I ;-) Ef ma dzisiaj przebierankowy dzień. Ja mam zagracone ciuchami mieszkanie. I święty spokój.

wtorek, 14 lutego 2017

Ranek, prawiebladyjeszcze świt. Śpię.

Ef bawi się w swoim pokoju

i nagle słyszę: 

CZY - NA PEW - NO- CZY - JUŻ - ZNASZ - JĄ...

i

ONA NIE CHCE BYĆ TAKA SAMA JAK JA...

NIE ZNA GRANIC I NIE ZAMIERZA SIĘ BAĆ.

NIE ZATRZYMA SIĘ, KIEDY TY BĘDZIESZ CHCIAŁ,

ONA NIE CHCE BYĆ TAKA SAMA JAK JA

Całą, calutką piosenkę śpiewała. Od rana do wieczora, więc dziś śpiewam ją ja. Chrypię właściwie, ale to wciągające jak czipsy, takie śpiewanie!

...

- Mamo, a włączysz mi jedną piosnkę po angielsku? Colorofjorlajf?

- Yyy...słucham?

- No, taką piosenkę teraz chcę! na jutup ją znajdź. O kolorach twojego życia, białym i czarnym. Ja sobie wybrałam już biały. Znajdziesz?

- Znajdę ( tu już wszystko wskakuje na swoje miejsce i zaczynam się szczerzyć) Michała Szpaka piosenkę chcesz, tak.

- Tak, tego z pięknymi włosami.

I tak niepostrzeżenie przeszłyśmy z ogórka w zielonym garniturku do bardziej hm...głębszych treści. Oczywiście w przedszkolu ciągle króluje "Ruda tańczy", co doprowadza mnie do...wr. Że nie wspomnę, iż w wykonaniu pięciolatków wygląda to OBSCENICZNIE. No, ale może ja się nie znam, skoro rodzice słuchają jak urzeczeni...

dziwnam.

piątek, 10 lutego 2017

Znowu jestem chora. ZNOWU! Dwa tygodnie temu wyzdrowiałam...szlag.

Pomyśleć, że mieszkając na wsi - nie chorowałam NIGDY!

Od dwóch dni leżę plackiem, ef z tatinem gotują obiady, zmywają, sprzątają, bawią się. Ja nie mam siły na nic; najbezpieczniej mi w pozycji horyzontalnej. Boli mnie każda kosteczka, każdy mięsień.

No to sobie leżę i psioczę. Nie czytam i to chyba boli najbardziej :-(

 

 

środa, 08 lutego 2017

 Tak się Ef wczuła w swoją rolę jasełkową, że już ją na konkurs wysyłają.

RECYTATORSKI.

Jakieś deżawi; też dawno, dawno temu zaliczałam wszelkie możliwe konkursy. I  te obawy mojej mamy, że zacznę ziewać w trakcie WŁASNEJ recytacji, pamiętam jak dziś...:-)

Panie pytały, czy się zgodzę. Ja pytam ef; ef w skowronkach, bo TYLKO ona, bo na NA SCENIE, bo ŁAŁ, MAMO. To ma być jej decyzja, jej przygoda, nie moja. Mają ją w przedszkolu wierszyka nauczyć (co bardzo mi się spodobało), ale i tak sobie ćwiczymy, bo ef taka ciekawa była, że już prawie zna cały utwór.

Strasznie fajnie, że przeciera własne szlaki...

serce mi pika, ale usuwam się w cień, pozwalam decydować. ech, rodzicielstwo...

 

 

wtorek, 07 lutego 2017

 fiuuu...z 25 zł dziś straciłam w ciucho. No dobra, 55.

Ef w przedszkolu, obiad zrobił się całkiem szybko, pranie też. Więc sobie poszłam. Uwielbiam taką szperaninę, kiedy nikt mi się nie plącze pod nogami, kiedy mogę sobie poprzebierać, powybierać, pooglądać. Kiedy nikt mnie nie pogania, a w olbrzymim, dwusalowym sklepie tylko ja i zajęte swoimi sprawami sprzedawczynie. Fajnie tak. Rzadko coś kupuję, bo wybrzydzam i jeśli już biorę, to zazwyczaj rzeczy z metkami albo w naprawdę świetnym stanie. I uniwersalne.

I taką ją dziś znalazłam - czarna wiosenna parka, ze srebrnawym połyskiem i kapturem. Cudo. Obciska mnie w cyckach, ale teraz moda na niezasuwanie kurtek, więc stwierdziłam, że co mi tam. Każdy rozmiar mnie obciska, a ten co nie - jest zwyczajnie WIELKI. I kupiłam. Kupiłam też dwie dzianinowe sukienki (jedna czarna z długim rękawem, a druga asymetryczna taka, na szerokich szelkach, szaro czarna). No i czarną bluzeczkę sweterkową z krótkim rękawkiem. I takąż dla mamy, tylko w paski:-)

Wniosek?

Koniec z kupowaniem czarnych rzeczy przez jakiś czas, zdecydowanie. Okropnie ponuro się noszę :-(

...

i tak się dobrze bawiłam, że spóźniłam się po własne dziecko!

sobota, 04 lutego 2017

Jasełka przedszkolne wyszły super. Ponieważ ukochana pani Wiola ( pomoc w grupie) się rozchorowała, wskoczyłam na jej miejsce i pomagałam stroić dzieciaki. Po godzinie bolał mnie brzuch ze śmiechu, gardło od wrzasku i uszy, też od wrzasków.  W ciągu tej samej godziny dowiedziałam się mnóstw rzeczy o sytuacji rodzinnej każdego dzieciaka, obejrzałam pierdyliard zabawek i ciuchów, złotych butków i anielskich skrzydeł i pastuszkowych kubraczków. I dziękowałam Bogu, że nie pracuję w przedszkolu.

Zabrakło moich rodziców, więc te jasełka niewielkie dla mnie miały znaczenie; chciałam głównie, żeby ef przeżyła występ " na scenie", jej pierwszy taki. Dała czadu, jak zwykle ( pomijając to drapanie się, ale w przedszkolnym skwarze półtorej godziny w gorsecie każdy by się drapał). Było głośno ( bardzo głośno ;p), wyraźnie i powoli. Z dwóch zdań zrobiła majstersztyk i dostała największe brawa. A ja zamiast robić zdjęcia - ryczałam ze śmiechu :-)

Potem już mi było do śmiechu trochę mniej, bo kiedy ef w szatni się  rozchlipała (emocje, jak nic, bo nigdy nie płacze przez pierdółkę, że inne dziecko dostało od dziadków tic taki, a ona nie) -usłyszałam  jej  babcię:

- Czemu płaczesz, ef? MAMUSIA na ciebie NAKRZYCZAŁA, tak?

Super mi się zrobiło, po prostu super. Zła, wredna, wrzaskliwa matka-sekutnica. Oto, kim jestem, fajnie wiedzieć. No i jakżeby inaczej - z zimna się dziecko trzęsie pokonawszy w rajtuzkach  ( sukience, kozakach, kurtce, szalu i czapce) minutową odległość z przedszkola do samochodu. Wszystko przeze mnie i wszystko źle.

 

 

 

wtorek, 31 stycznia 2017

1. Elizabeth Haran Szept wiatru. Powieść, którą zaczęłam w sylwestrową noc. Dla kobiet taka, do poduszki, do kawy, pod koc lub na plażę. Rozpoczyna się ciekawie, ale w miarę przewracanych kart zaczynało do mnie docierać, że utrata pamięci głównej bohaterki, a co za tym idzie - całkowita, momentalna zmiana jej charakteru są tak naciągane, że aż nienaturalne. Podsumowując: czytało się przyjemnie, jednak na własnej półce bym jej nie chciała.

2. Amanda Coplin, Morelowy sadPowieść o drodze, którą człowiek idzie przez życie; każdy swoją. I nawet jeśli te drogi czasem się krzyżują - rzadko kiedy zmieniają wtedy kierunek. Ludzie jako wędrowcy przemierzający prerię -mimo, że się mijają - nie dostrzegają się. Mimo że krzyczą - nie słyszą siebie nawzajem. Fragment czyjejś recenzji, który trafia w samo sedno. Nie mogłam mu się oprzeć. Osobiście - powieść polecam.Leila

3. Nicholas Sparks Najdłuższa podróż. Postawiłam Sparksa na jednej półce z Coelho z tym, że powieści Sparksa lepiej, szybciej, płynniej mi się czyta. Nie wiem, czy to klimat, czy  podobna zdolność do wywołania u mnie wzruszenia. Ale ja chlipię nawet na kreskówkach, więc tym bym się nie sugerowała za bardzo. Powieść w każdym bądź razie pochłonęłam w niecałe dwa wieczory. Warto.

4. Mirosława Kareta Pokochałam wroga. Czytałam z zapartym tchem. Czas wojny, okupacji. Ona - Polka, on - Niemiec. I miłość. I syn z tej miłości, który po latach odkrywa pamiętnik matki.  To  naprawdę świetnie napisana książka, którą szczerze polecam.

5. Mirosława Kareta Bezimienni. Tom drugi "Sagi rodu Petrycych" (patrz wyżej). Dobry tak, że pięćset stron w dwa dni pochłonęłam. Warto.

6. Jessie Burton Muza. Czytałam powoli,z niezwykła uwagą, dawkowałam, smakowałam. Głównie dlatego, że to moja własna książka, pierwsza od niewiadomokiedy. A poza tym, to jedna z tych powieści, których nie da się szybko czytać.  Ale naprawdę warto. Polecam.

7. Leila Aboulela Minaret. Banalna i czyta się w jeden wieczór. Nie przesadzę, kiedy powiem, że  nieco infantylna. Wg mnie, oczywiście. Sięgnęłam, bo myślałam, że dowiem się czegoś nowego, a tu same oklepane frazesy. Podsumowując: pomysł ok, ale cała reszta - taka se.

8. Tim Farrington Mnich w suterenie. Ktoś napisał, że to wielkie studium przemiany człowieka...ba. Dla mnie to typowy harlekin, w którym ciągle niezdecydowana pinda rozkochuje w sobie mieszkającego pod jej dachem byłego zakonnika. Ów na stronie 78 jest udzielającym sakramentu chrztu lub namaszczenia prawieświętym, a dziesięć stron dalej staje się perfekcyjnym kochankiem. No proszz. I mężczyzna to napisał w dodatku!

9. Kristin Hannah Słowik.  Zachwyciła mnie. Zauroczyła.  Otworzyła na powrót oczy. Nauczyła. Opowieść o sile, odwadze, determinacji, wierze w życie i lepsze jutro. To naprawdę świetna, mądrze napisana powieść, której długo nie zapomnę. Polecam.

10. Paula Hawkins Dziewczyna z pociągu. Hmm. Podobno w USA ktoś kupuje tę powieść co sześć sekund. Ciekawe czy nadal.Thriller psychologiczny? Owszem. Moim zdaniem jednak efekt finalny nie powalił. Jednym słowem: PRZEREKLAMOWANA. Główna bohaterka ( ja wiem, pijaczka z problemami, ale mimo to) zupełnie nie wzbudziła mojej sympatii. Przewidywalna, ot co. Powieść, jakich wiele. Czaję się na film teraz; nie z potrzeby, z ciekawości.

 
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 69
O autorze
Tagi
Blogi